BKS Stal – Skra 4-0. Popis na finiszu jesieni

Meczem z zespołem z Częstochowy ekipa bialskiej Stali pożegnała się podczas piłkarskiej jesieni z własnym stadionem i kibicami w Bielsku-Białej. Gospodarze meczu uczynili to w sposób wyborny.

Być może inne koleje losu miałyby miejsce w Bielsku-Białej, gdyby w 2. minucie Arkadiusz Kowalczyk wykorzystał sytuację „oko w oko” z Krzysztofem Kozikiem. Bramkarz BKS-u obronił strzał, a w odpowiedzi gospodarze gola sami zdobyli. Swoje nieprzeciętne umiejętności strzeleckie potwierdził Filip Wiśniewski. Podopieczni Rafała Góraka przez kilkanaście kolejnych minut przeważali, bliski podwyższenia prowadzenia był Damian Zdolski. Częstochowianie próbowali odpowiadać, ale strzały z dystansu nie mogły zaskoczyć Kozika. Piłka w bramce miejscowych wylądowała, ale wcześniej jeden z piłkarzy Skry był na spalonym.

Po przerwie dominacja BKS-u była bezdyskusyjna. Na wstępie golkiper przyjezdnych kilka razy musiał interweniować. Wówczas nie zanosiło się, że walnie przyczyni się do kolejnych zdobyczy bramkowych bielszczan. W 55. minucie na strzał zdecydował się Wiśniewski, po drodze futbolówka zmieniła tor lotu i za sprawą Przemysława Brychlika ugrzęzła w siatce. Bialska Stal tempa nie zwolniła, a trafienia z 65. i 68. minuty obciążają konto Konrada Kiepury. Golkiper Skry dwukrotnie wypuścił piłkę z rąk, a z dobitką czyhali już Wiśniewski oraz Juraj Dancik. Faktem stało się wobec powyższego efektowne i mimo wszystko zaskakujące 4-0 w rywalizacji zespołów, które przed meczem sąsiadowały ze sobą w III-ligowej tabeli.

BKS Stal Bielsko-Biała – Skra Częstochowa 4-0 (1-0)
1-0 Wiśniewski, 3 min.
2-0 Brychlik, 55 min.
3-0 Wiśniewski, 65 min.
4-0 Dancik, 68 min.

BKS Stal: Kozik – Sornat, Dancik, Szczurek, Zdolski (84. Urbaniak), Sobala, Czaicki, Uzoma (80. Mieszczak), Caputa (75. Zelek), Wiśniewski (71. Iskrzycki), Brychlik. Trener: Rafał Górak.

Skra: Kiepura – Mastalerz (40. Tomczyk), Woldan, Szwarga, Abramowicz, Piwiński (58. Rorat), Czupryna, Musiał, Sobala, Niedbała (58. Semeniuk), Kowalczyk. Trener: Piotr Mrozek.

 

W Częstochowie na dziadostwo miejsca nie będzie

- Wchodzę do szatni, jak do drugiego domu. Nie może być w niej żadnego dziadostwa i nic mnie nie obchodzi, że ktoś myśli inaczej – mówi Dawid Jankowski, który przejął Raków Częstochowa po Jerzym Brzęczku.

Po tym, jak z Rakowem Częstochowa pożegnał się Jerzy Brzęczek, nowym trenerem został 36-letni Dawid Jankowski. Wejście do drużyny miał udane – pod jego wodzą zespół wygrał dwa spotkania, na wyjeździe z Nadwiślanem Góra i u siebie z Siarką Tarnobrzeg. W tym drugim pojedynku zadebiutowało dwóch zawodników, Kamil Wojtyra i Tomasz Żurawski.

– Chciałbym, aby na boisku było kilku doświadczonych zawodników i grupa utalentowanych chłopaków, przede wszystkim wychowanych u nas. Zresztą w Rakowie zawsze sprawdzał się taki schemat – mówi trener, który co prawda na razie jest tymczasowym, ale nie przeszkadza mu to we wprowadzaniu własnych reguł.

Zrezygnował bowiem z prowadzenia zajęć dla dużej grupy. Zostawił 24 zawodników, a resztę odesłał do drugiego zespołu. – Nie oznacza to, że ci, którzy tam wylądowali są przeze mnie skreśleni. Każdy ma bowiem szansę powrotu do meczowego składu. Musi jednak udowodnić swoją przydatność. Bez tego ani rusz – podkreśla Jankowski.

Dla Jankowskiego bardzo ważna jest atmosfera w zespole. Drużyna była na krótkim zgrupowaniu w Poraju, a przed meczem z Siarką wszyscy udali się do kina. Trener ceni sobie jednak przede wszystkim dyscyplinę. – Dodam do tego jeszcze ład i porządek. Dla mnie to fundamenty. Zawsze i wszędzie wyznaję te zasady. Wchodzę do szatni, jak do drugiego domu. Nie może być w niej żadnego dziadostwa i nic mnie nie obchodzi, że ktoś myśli inaczej. Jeśli tak jest, to w swoim domu pozwala sobie na inne standardy. U mnie musi wszystko grać – komentuje szkoleniowiec.

Jankowski przez prawie całą piłkarską karierę związany był z Rakowem. Z przerwami na krótkie występy w innych lokalnych drużynach, cały czas był i jest wierny drużynie z Limanowskiego.

 

Arkadiusz Milik: Rozwój w I lidze? To klub, który na to zasługuje

Derby Katowic w I lidze? Rozwój jak na razie jest liderem II ligi, co oznacza, że wiosną katowiczanie będą mogli walczyć o awans. A ten ucieszyłby najbardziej znanego kibica tej drużyny – Arkadiusza Milika.

Ostatnie tygodnie są dla Arkadiusza Milika bardzo udane. Strzela bramki nie tylko w klubie, ale i w reprezentacji Polski. Zanotował bramki w czterech ostatnich meczach kadry Adama Nawałki. W starciu ze Szwajcarią popisał się golem bezpośrednio z rzutu wolnego.

– Ostatnie mecze są dla mnie może nie bardzo dobre, ale bardzo przyzwoite. Zdobywam bramki, forma strzelecka od kilku tygodni się utrzymuje i z tego bardzo się cieszę – mówi napastnik Ajaksu Amsterdam, który nie zadowala się ostatnimi sukcesami.

– Wiadomo, ostatni miesiąc był fantastyczny, ale chciałbym, by był to dopiero początek. Mam nadzieję, że kolejny rok będzie dla mnie jeszcze lepszy. Mam 20 lat i cały czas się rozwijam. Przechodząc do Ajaksu, wykonałem krok do przodu. Bardzo się z tego cieszę. Wierzę, że po przerwie zimowej będę jeszcze lepszym zawodnikiem – podkreśla piłkarz, który nie zapomina o klubie, z którego trafił do ekstraklasy.

Milik cały czas jest na bieżąco z sytuacją Rozwoju Katowice. – Śledzę wyniki. Chłopaki są na pierwszym miejscu, ostatnio „Żaku” strzelił hat tricka… Przy okazji – gratulacje! Rozwój w I lidze? Bardzo bym się cieszył. To klub, który na to zasługuje. Jeśli chodzi o względy finansowe, nie byłby to wcale taki przeskok. Wyjazdy w pierwszej lidze są podobne do tych w drugiej. Latem drużyna została wzmocniona Tomkiem Wróblem, czyli zawodnikiem ekstraklasowym. Mają szansę sobie poradzić – uważa reprezentant Polski.

 

Ustalono nowy termin derbów Katowic

Może teraz się uda? 25 listopada ma się odbyć mecz HC GKS-u Katowice z Naprzodem Janów. Spotkanie było już dwa razy przekładane na inny termin.

Pierwotnie spotkanie miało się odbyć 5 października. Mecz został jednak przełożony na 11 listopada. W ostatniej chwili – na wniosek policji – derbowy pojedynek został ponownie przełożony. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że według regulaminu, wszystkie zaległe spotkania pierwszej i drugiej rundy miały się odbyć do 18 listopada. Termin nie został dotrzymany.

 

Reprezentacja Polski zagra na Stadionie Ludowym w Sosnowcu!

W najbliższą sobotę sympatycy futbolu w Sosnowcu będą mogli oglądać reprezentację Polski w piłce nożnej kobiet. „Biało-czerwone” zagrają sparing z Belgią.

Trener reprezentacji Polski kobiet, Wojciech Basiuk, powołał 18 zawodniczek na towarzyskie spotkanie z Belgią. Biało-czerwone zmierzą się z Belgijkami 22 listopada o godzinie 13:00 w Sosnowcu. W kadrze znalazła się jedna piłkarka Czarnych Sosnowiec – Nikola Kaletka.

Powołane: Karolina Koch (1.FC Katowice), Jolanta Siwińska (1.FC Lubars), Daria Antończyk (AZS PWSZ Wałbrzych), Natalia Chudzik (GKS Górnik Łęczna), Agata Guściora (GKS Górnik Łęczna), Patrycja Balcerzak (KKPK Medyk Konin), Anna Szymańska (KKPK Medyk Konin), Natalia Pakulska (KKPK Medyk Konin), Gabriela Grzywińska (KKPK Medyk Konin), Ewa Pajor (KKPK Medyk Konin), Aleksandra Sikora (KKPK Medyk Konin), Ewelina Kamczyk (KKPK Medyk Konin), Katarzyna Konat (KKPK Medyk Konin), Nikol Kaletka (KKS Czarni Sosnowiec), Weronika Aszkiełowicz (KS AZS Wrocław), Dominika Grabowska (KS AZS Wrocław), Patrycja Wiśniewska (TS Mitech Żywiec), Anna Rędzia (UKS SMS Łódź).

 

FELIETON: Golden Boy ze Zgody… już tak daleko, a dopiero na początku drogi

W ostatnich tygodniach jest o nim naprawdę głośno. Spogląda z okładek wszystkich sportowych gazet, a dziennikarze rozpływają się w zachwytach nad jego talentem, umiejętnościami i formą. Arek Milik właśnie staje się gwiazdą wielkiego formatu…

Chciałabym móc tu napisać, że od pierwszej chwili wiedziałam, że będzie świetnym piłkarzem. Wiecie, o czym mówię? Ten moment oszołomienia, gdy patrzysz na grę młodego zawodnika i widzisz zapowiedź czegoś wielkiego. Ten błysk geniuszu, który może przyciągnąć tłumy na trybuny. Wcale tak nie było. Wstyd się przyznać, ale nawet nie potrafię sobie przypomnieć, w jakim meczu widziałam go po raz pierwszy. Czy to był już Górnik, czy może jeszcze Rozwój…

Za to pamiętam doskonale pierwszą rozmowę, pierwszy przeprowadzony z Arkiem wywiad i jakie zrobił na mnie wrażenie. Skromny, może nazbyt poważny jak na swój młody wiek, ale przede wszystkim inteligentny. To wyczuć bardzo łatwo. Wbrew pozorom nie chodzi tu wcale o łatwość i sposób wysławiania się – raczej o to, co dany rozmówca potrafi w swojej wypowiedzi przekazać. Czy nawet na banalne pytanie odpowie tak, że masz ochotę go słuchać.

Pomyślałam wtedy, że Arek to ma. Ma zdrowy rozum, który pozwoli mu mądrze pokierować swoją karierą, bez względu na to, co los mu zaoferuje. Że być może nie zdobędzie świata szturmem, ale zrobi to. Powoli i cierpliwie, małymi kroczkami, ale to zrobi.

Na razie te kroki są jednak duże. Bundesliga, Ajax, reprezentacja… a to wszystko w niespełna dwa lata. Co Arek robił dwa lata temu? Przygotowywał się do meczu z Pogonią Szczecin (zagrał w nim niespełna 60 minut, nie strzelił gola, a na murawie zmienił go Zachara – nie żebym pamiętała, sprawdziłam). Dziś myśli o ligowym spotkaniu z Heerenveen i wyjeździe na Parc de Princes do Paryża na mecz Ligi Mistrzów…

Podoba mi się jego podejście do życia. Podoba mi się, że młody chłopak rzucony w wir wielkiej piłki i jeszcze większych pieniędzy nie wariuje. Że wciąż jest w nim ten sam spokój, co w czasach gry na Roosevelta i nawet jeśli dziś jest bardziej pewny siebie (ma powody) to wciąż nie jest ani zarozumiały, ani arogancki. I że wciąż pamięta, skąd się wywodzi. Gdy jest w Polsce, zawsze ma czas odwiedzić na treningu dzieciaki z Rozwoju, przychodzi na mecze pierwszej drużyny, zagląda do pana Józka do magazynu… A przecież ma 20 lat – jego rówieśnicy w tym czasie biegają po centrach handlowych.

Podoba mi się, jak wkomponował się w reprezentację. Że potrafi skorzystać z pracy wykonywanej na boisku przez Roberta Lewandowskiego i dołożyć swoją, niezwykle ważną cegiełkę. Że wciąż pokazuje coś nowego – jak ten przepiękny rzut wolny w meczu ze Szwajcarią.

Patrząc z boku wydaje się, że naprawdę łatwo być Arkiem Milikiem, ale ci, którzy znają go dobrze wiedzą, że wcale nie. Bo od lat nosi łatkę wielkiego talentu. W Zabrzu nazywano go „młodym Lubańskim”. Zawsze odżegnywał się od takiego porównania mówiąc, że na nie nie zasługuje. Kolejny dowód skromności i zdrowego rozsądku. Cóż… wszystko przed nim.

I to jest w tej całej historii najpiękniejsze. Że Arek ma dopiero 20 lat i jeszcze tyle może osiągnąć. Dużo więcej. Jeszcze więcej świetnych meczów w kadrze, lepsze kluby, lepsze ligi… Tego już na pewno nie przegapię.

Olga Rybicka
Reporterka sportowa
TVP Katowice

 

Startujemy!

Witamy was wszystkich na nowej stronie poświęconej sportom wszelakiej maści. Znajdziecie tutaj aktualne informacje w rożnych dziedzinach sportu oraz zdjęcia z naszych wyjazdów i wyzwań, w których będziemy brali udział. Niedługo jeśli uda się nam zdobyć akredytacje pojawią się też relacje opisowe z ważnych wydarzeń sportowych. Zapraszam do oglądania nas oraz odwiedzania naszego forum, które powstało już i znajduje się w zakładce Forum. Proszę jeśli macie pomysły na rozwój naszej strony piszcie, tak samo jeśli chodzi o kolejne kategorie forum. Chętnie dodamy w miarę możliwości wszystkie wasze pomysły oraz innowacje.